niedziela, 23 kwietnia 2017

insta-style

Wiecie co? To był ciężki weekend. Pogoda nie taka. Nastrój byle jaki. Dzieci dały w kość (albo ja dałam w kość im). Można by tak wymieniać do rana. I tak właśnie jak ponury był ten weekend, tak mało interesujące myśli pożerały mój umysł. Otóż ubzdurałam sobie, że wszystko co ciekawe nie dotyczy mojego życia. Omija je wręcz wielkim łukiem. No bo przecież nie odwiedzam ciekawych miejsc, nie jeżdżę z dziećmi na nartach, nie sączę macchiato w markowej kawiarni, nie gotuję nawet ciekawych potraw, których zdjęcie mogłabym wstawić na instagramie, nie wspominając już o tym, że niezbyt ciekawie wyglądam, gdyż nawet spokojne zakupy są dla mnie nieosiągalne. No właśnie. Instagram. Właściwie to jestem jego fanką. Lubię kolekcjonować krótkie momenty, zamknięte w kadrze, którymi mogę też podzielić się ze światem. Lubię także patrzeć jak inni zatrzymują własne chwile. Nie wyłączając osób medialnych. Nie dlatego, że jestem z natury ciekawska, lecz po to by czerpać z innych inspiracje. By nie narzekać na słabą kondycję i kiepskie ciało, tylko ruszyć się z kanapy za Chodakowską (czy tam kto kogo lubi). By popatrzeć co inni czytają, gdzie bywają, co jedzą i czego się uczą. Bo chodzi o to, by nie piać z kpiną wydając oceny, niczym niekompetentne jury słabego show, tylko zastanowić się czy ja też tak mogę, czy jest to mój kierunek i rozwijać się po prostu. Nawet w tak ponury weekend jak mój miniony.