piątek, 21 kwietnia 2017

kawusia i babskie gadanie

Wieczór z przyjaciółką, kawa i babska paplanina niezmącona dziecięcym "mamoooo"... To jak mini urlop. Prawdziwy zastrzyk dobrej energii. Przypomina mi się dzisiaj tekst, który napisałam kawał czasu temu, a ciągle jego tytuł krąży mi po takim udanym spotkaniu nad głową. Przypominam go również Wam. Miłego dnia i równie miłego wieczoru!!!

Chłop babie baby nie zastąpi
Strasznie ciężki ten listopad. Ponury jakiś taki. Męczący. Śpiący. Chociaż i z listopadem można sobie poradzić. Kocyk, poducha i dobra lektura brzmią zachęcająco, więc gdy cały dom zasypia ( bądź chociażby najmłodszy członek rodziny), korzystam ze swojego pięć minut. 
Wertując moje ulubione czasopismo natknęłam się na artykuł, a raczej na całą ich serię, zatytułowaną poradnik terapeutyczny. Ponad trzydzieści stron tekstu porusza różne aspekty psychoterapii wśród polaków. Że problemy psychiczne są dziś mniej wstydliwe. Że świadomość naszej złej kondycji psychicznej większa. Że zestresowani jesteśmy. Że gospodarka w tym kraju nas przygniata. Że pośpiech, wymagania, zagrożenia. Jednakże wzrok mój przykuł nagłówek Dlaczego to kobiety idą na terapię? Otóż podobno długotrwały stres dużo bardziej szkodzi kobietom, niż płci przeciwnej. Szwedzka psycholog Marianne Frankenhaueser, zajmująca się psychobiologią stresu, dowiodła w swojej pracy badawczej, że hormon stresu u mężczyzn i kobiet podczas pracy zawodowej wzrasta do tego samego poziomu, z tym, że mężczyznom po powrocie do domu poziom ten spada, zaś kobietom pozostaje aż do końca dnia. Ponieważ bardziej narażone jesteśmy, my kobiety, na trudności natury psychicznej spowodowane stresem, a jednocześnie posiadamy większą świadomość istoty relacji międzyludzkich w życiu - decydujemy się na terapię. 
Ale dlaczego terapię? Bardzo trafnie podsumowuje to Katarzyna Miller "Teraz najczęściej (kobiety) są bardziej zajęte i trudniej im tworzyć tradycyjne grupy wsparcia: kółka towarzyskie, książkowe, kucharskie. Choć bardzo wiele mimo wszystko to robi. Kiedyś darły pierze, dzisiaj szukają podobnych relacji. Mężczyzna babie baby nie zastąpi - dodaje".
Ostatnie zdanie wyjątkowo utkwiło mi w pamięci, gdyż wydaje mi się ono niezaprzeczalne. Ponoć mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus. Chociaż jeden bez drugiego żyć nie może, to jednak każdy z innej planety. Kto więc inny jak nie baba drugą babę zrozumie najlepiej? Naturalnie bywają takie sytuacje w życiu, gdy profesjonalne wsparcie jest niezbędne (do czego jeszcze wrócę innym razem). Jednak nic nie zastąpi solidaryzowania się jajników i przyjacielskiej paplaniny dwóch (lub więcej) bab.
Zatem Moje Drogie Czytelniczki, jeśli ciśnie Wam się na usta słowotok, którego nie ma komu wykrztusić - zapraszam. A - dresik znacie.
Teraz natomiast pozostawiam Was same z moją tytułową refleksją i wracam do lektury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz